Wieczór poetycki
14-12-2006

prowadzili, recytowali, śpiewali i grali: Anna, Gabi (to ta co Ją wszyscy znają:), Justyny (dwie), Monika, Magalena, Małgorzata, Natalia, Jurand, Łukasz, Wojciech.
Na początku zawsze jest Chaos
klimt-pocalunek.jpg
klimt-pocalunek.jpg
P1090233_resize.JPG
widzicie inspiracje??? :)
P1090151_resize.JPG
Natalia i Wojtek
P1090152_resize.JPG
Magda, Wojtek, Gosia i Ania
P1090153_resize.JPG
Żywa natura "Wojtek z filiżanką"
P1090155_resize.JPG
Licznie zgromadzona frekwencja
P1090158_resize.JPG
elementy scenografii
P1090159_resize.JPG
Monika, Jurand i Łukasz
P1090160_resize.JPG
Justna, Monika, Jurand i Łukasz
P1090161_resize.JPG
Ostatnie przypomnienia
P1090162_resize.JPG
chwila dla fotoreporterów
P1090163_resize.JPG
frekwencji cd... - czyli duchowieństwo wśród ludu odkupionego
P1090164_resize.JPG
licznie zgromadzona publiczność
P1090165_resize.JPG
zaraz się zacznie
zaczęto igrzyska!P1090167_resize.JPG
Monika w roli koferansjerki - nieźle Jej szło !
P1090168_resize.JPG
P1090170_resize.JPG
Justyna - Źródło: "strumieniu leśny strumieniu"
P1090171_resize.JPG
JustynaG recytuje Marię Pawlikowską-Jasnorzewską
P1090173_resize.JPG
Monika recytuje o "ustach o smaku kwiatów"
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Ja

Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nie ma go nigdzie.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
choć było tak kochane i rozpieszczone.

Gdy z domu powoli znikało, obyło się jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
a jednak dzisiaj, gdy je wspomina - nie płacze.

Nazywało się tak jak ja, więc wszyscy myślą, że ja to ono,
i nie usypali mu gróbka, choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
że miejsce jego zajęła jakaś niedobra kobieta...
Julio Cortazar

Gra w klasy

" Patrzysz na mnie, patrzysz na mnie z bliska, jeszcze bardziej z bliska, oczy powiększają się, zbliżają do siebie, nakładają jedno na drugie, cyklopi patrzą sobie w oczy łącząc oddechy, usta odnajdują się i łagodnie walczą gryząc się w wargi, leciutko opierając języki o zęby, igrając wśród tego terenu, gdzie przelewa się tam i z powrotem powietrze, pachnące starymi perfumami i ciszą. Wtedy moje ręce zanurzają się w twoich włosach, pieszczą powoli głąb twoich włosów, podczas gdy całujemy się, jakbyśmy mieli usta pełne kwiatów czy też ryb o szybkich ruchach, o świeżym zapachu.
I jeżeli całujemy się aż do bólu - jest to słodycz, a jeżeli dusimy się w krótkim, wspólnie schwyconym oddechu - ta sekundowa śmierć jest piękna.
Jedna jest tylko ślina, jeden zapach dojrzałego owocu, kiedy czuję, jak drżysz koło mnie niby księżyc odbijający się w wodzie"
P1090174_resize.JPG
Natalia - "nigdy nie złamałam ci serca"
w tle Wojtek akompaniuje na gitarze


Czy pamiętasz serca wymalowane kredą na murze przy placu zabaw
Czy pamiętasz ucieczki z zatopionych w świetle księżyca szkolnych korytarzy
Czy pamiętasz kwiaty wiśni na placu rynkowym
Pamiętasz - myślałem, że to konfetti w naszych włosach
Ach właśnie - czy nie złamałem ci serca
Proszę, wybacz mi - nigdy nie chciałem złamać ci serca
Tak mi przykro, bo nigdy nie chciałem złamać ci serca
Lecz ty złamałaś moje

Kayleigh, czy za późno już, aby powiedzieć przepraszam
Kayleigh, czy nie moglibyśmy znowu się połączyć,
Po prostu nie mogę ciągle udawać, że to się skończyło tak naturalnie
Kayleigh, nigdy nie myślałem, że za tobą zatęsknię
Kayleigh, sądziłem, że nasza miłość będzie wieczna
Mówiliśmy, że nic nas nie rozdzieli
Jak więc doszło do tak gorzkiego końca

Czy pamiętasz - my boso na trawniku, a gwiazdy strzelają dokoła
Czy pamiętasz, jak kochaliśmy się w parku
Czy pamiętasz tańce wśród sztyletów padającego śniegu
Pamiętasz - nigdy nie zrozumiałaś, że musiałem odejść
Ach właśnie - czy nie złamałem ci serca
Proszę, wybacz mi - nigdy nie chciałem złamać ci serca
Tak mi przykro - nigdy nie chciałem złamać ci serca
Ale ty złamałaś moje

Kayleigh, po prostu chcę powiedzieć przepraszam
Ale boję się do ciebie zadzwonić, aby nie przekonać się,
że masz już kogoś innego
Kayleigh, ciągle próbuję napisać tą miłosną piosenkę,
Kayleigh, teraz, gdy odeszłaś, jest ona dla mnie szczególnie ważna
Może udowodni, że zrobiliśmy dobrze
Albo udowodni, że postąpiłem źle

jest to tekst piosenki szkockiego zespołu Marillion

P1090176_resize.JPG
Ania za pan-brat z mistrzem Konstantym Ildefonsem...


Konstatnty Ildefons Gałczyński

Rozmowa liryczna

- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.
Wisława Szymborska


Kot w pustym mieszkaniu

Umrzeć - tego się nie robi kotu
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany
Ocierać między meblami
Niby nic tu nie zmienione,
a jednak po zamieniane.
Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane.
I wieczorem lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło
Nawet złamało się zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże
już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego strone
jakby się wcale nie chciało
pomalutku
na bardzo obrażonych łapkach
i żadnych skoków, pisków na początek
P1090179_resize.JPG
Gosia w wierszu o kocie Noblistki
P1090183_resize.JPG
"matka bierze do ręki pasek..."
Ten tekst, w wykonaniu Justyny,
powinni do serca wiziąć sobie
rodzice, nauczyciele, wychowacy...


oto i on - pochodzi z prozy Marty FOX

" Mam 7 lat i dwa długie dyndające warkoczyki. Tornister granatowy fartuszek z białym, przypinanym kołnierzykiem. Wracam ze szkoły do domu razem z koleżankami. Przechodzimy obok przedszkola, w którym kiedyś było nam dobrze. Jest ciepło. Dzieci bawią się w ogródku. Mówimy naszej pani "dzień dobry" i przychodzi nam ochota, by pobawić się na dobrze znanych huśtawkach poopowiadać naszej pani z przedszkola, jak teraz jest inaczej szkole. Nie wiem, jak długo zatrzymujemy się w ogródku. Wracam jednak do domu później, niż powinnam. Czas przejścia ze szkoły do domu moja matka wymierzyła na zegarku. Wchodzę do domu wesoła i chcę opowiedzieć, jak fajnie było w przedszkolu. - Spóźniłaś się - słyszę. - Przyszłaś o całe pół godziny później. Gdzie byłaś? Zaczynam się tłumaczyć i drżeć jednocześnie, bo widzę, że matka bierze do ręki pasek (pamiętam go bardzo dobrze, to był warkocz pleciony ze skórzanych rzemieni). Każe mi zdjąć tornister i buty. Ciągnie mnie do kuchni, na sam jej środek. Chyba gotował się wtedy kalafior, bo gdy teraz odnawiam w pamięci tamten obraz czuję ten wstrętny zapach… do dzisiaj nienawidzę zapachu gotującego się kalafiora i jeżeli nawet lubię go jeść, to wymyślam różne sposoby, by jego zapach nie rozszedł się po mieszkaniu i nie wniknął w kąty. Matka zaczyna mnie bić. Tym rzemieniem. I pyta, skandując dobitnie:
- Gdzie - by - łaś - i - le - ra - zy - mó - wi - łam - że - ze - szko - ły - wra - ca - się - pro - sto - do - do - mu...
Nie krzyczę, nie wrzeszczę, nie proszę- nie bij mnie mamo Zaciskam zęby. Po chwili zaczynam wymiotować. Matka przestaje mnie bić i zaczyna płakać. Biegnie do łazienki i przynosi wiadro z wodą i szmatą. Każe mi sprzątać. Sprzątam, choć nie mogę sobie poradzić z wyciśnięciem dużej szmaty. Matka odtrąca mnie i sama wyciera podłogę. Ciągle płacze. Kalafior śmierdzi. Stoję na środku kuchni. Znowu robi mi się niedobrze i ciemno przed oczami. Matka siada przy stole, zapala papierosa i mówi: - Podejdź i przeproś mnie. Nie ruszam się. - Podejdź - mówi głośniej i podaje rękę do pocałowania - Powiedz swojej mamie, że ją kochasz i że już będziesz grzeczną dziewczynka, która ze szkoły wraca prosto do domu. Podchodzę. Całuję ją w rękę. - Kocham ciebie, mamo - mówię. I wtedy chyba po raz pierwszy myślę, że kiedyś ją zabiję. Jak będę duża."
P1090185_resize.JPG
Natalia po raz 2.

"Śmierć"

Jest gdzieś w pobliżu
gdzieś tu chodzi
stale krąży
zawsze w ruchu
z własną listą adresów

ma mocne serce
nie skarży się na zmęczenie
nie wpada w depresję
nie ma czasu na hipochondrię

okaz zdrowia

ma dobry wzrok
nie można liczyć że nie zauważy
ma świetną pamięć
nie należy się łudzi, że a nuż zapomni

jest pilna
skupiona
bardzo precyzyjna

doskonałość pod każdym względem

Przy pożegnaniu podała mi rękę
palce były wiotkie jak zwiędłe liście -
w upalny dzień gorącego lata
przeniknął mnie chłód jesieni

P1090186_resize.JPG
Magda o "Smierci dziecka"
mrowie na plecach...
P1090192_resize.JPG
Gosia raz jeszcze
P1090196_resize.JPG
Nam strzelać nie kazano! Wstąpiłem na działo!
Jurand o Ordonie
P1090197_resize.JPG
"Nie lgnie on do fali"
Łukasz w najsławniejszej Odzie (do młodości zresztą:)
P1090202_resize.JPG
Justyna w lzejszym "pogodowym" repertuarze
P1090208_resize.JPG
sł. Jacek Cygan, muz Krzesimir Dębski

Czas nas uczy pogody

Widziałam wiatr o siwych włosach,
roznosił spokój wśród pól,
w ciepłe babie lato kości grzał,
a innym razem lasy kosił,
spadał ostrzem z gór,
młody był, Bogiem był i grał wolny tak.

Wiele dni, wiele lat, czas nas uczy pogody,
zaplącze ścieżki, pomyli prawdy,
nim zborze oddzieli od trawy.
Bronisz się, siejesz wiatr, myślisz jestem tak młody,
czas nas uczy pogody,
tak od lat, tak od lat.

Ilu ludzi czas wyleczył z ran,
zamienił w spokój duże krwi,
pewnie kiedyś tam, pod jesień tak,
też czoło wypogodzi i wygładzi brwi.

Widziałem dni w muzeach sennych,
o wnętrzach zimnych jak mrok,
starsi ludzie w rogach wielkich sal,
księgi pięknych myśli pełne,
pokrył gruby kurz,
herbaty łyk, kapci miękkich szum, spokój serc.
a w wykonaniu Gabrysi uslyszeliśmy wiersz rosyjskiego Noblisty...
(zdjęcia nie zamieszczam, bo czy jest ktoś kto nie zna Gabi??? )

Brodski Josif

Piosenka

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Siedziałabyś na sofie,
ja - na dywanie.
Chustka byłaby twoja,
moja - kapiąca łza.
Albo może na odwrót:
płacz ty - pociecha - ja.

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Prowadząc wóz, dłoń kładłbym
na twym kolanie,
udając, że je mylę
z dźwignią, gdy zmieniam bieg.
Wabiłby nas nieznany
lub właśnie znany brzeg.

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Srebrny księżyc na czarnym
nieba ekranie
na przekór astronomom
oddawałbym co noc
na żeton na automat,
by usłyszeć twój głos.

Szkoda, że cię tu nie ma,
na tej półkuli -
myślę, siedząc na ganku w letniej koszuli
i z puszką "Heinekena".
Zmierzch. Krzyk mew. Liści szmer.
Co za zysk z zapomnienia,
jeśli tuż po nim - śmierć?

P1090211_resize.JPG
P1090214_resize.JPG
P1090215_resize.JPG
Guru szkolnych miłośników poezji
Kasiu, dziękujemy!
P1090216_resize.JPG
zebrałaś zasłużone oklaski
P1090217_resize.JPG
P1090222_resize.JPG
ilustracje wierszy = elemnety scenografii - Rreduta
P1090228_resize.JPG
Smak serca
P1090229_resize.JPG
samotnośc
P1090230_resize.JPG
P1090231_resize.JPG
Matka bierze do ręki pasek
P1090232_resize.JPG
Kot Noblistki
P1090233_resize.JPG
co tu komentować ;)
P1090234_resize.JPG
Wesołe kumoszki z... Katolika
P1090235_resize.JPG
Ich Troje???
P1090237_resize.JPG
rdeukcja
P1090239_resize.JPG
"Dziewczyna z różą""
P1090241_resize.JPG
Dumny dziadek (i ma z kogo!)
kto nie był niech żałuje,
a wszystkim organizatorm i artystom - wielki dziękczyn :)




Strona główna>>>