|
| Na początku zawsze jest Chaos |
 klimt-pocalunek.jpg |  widzicie inspiracje??? :) |  Natalia i Wojtek |  Magda, Wojtek, Gosia i Ania |  Żywa natura "Wojtek z filiżanką" |  Licznie zgromadzona frekwencja |  elementy scenografii |  Monika, Jurand i Łukasz |  Justna, Monika, Jurand i Łukasz |  Ostatnie przypomnienia |  chwila dla fotoreporterów |  frekwencji cd... - czyli duchowieństwo wśród ludu odkupionego |  licznie zgromadzona publiczność |  zaraz się zacznie | | zaczęto igrzyska! |  Monika w roli koferansjerki - nieźle Jej szło ! | 
|  Justyna - Źródło: "strumieniu leśny strumieniu" |  JustynaG recytuje Marię Pawlikowską-Jasnorzewską
|  Monika recytuje o "ustach o smaku kwiatów" |
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Ja
Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nie ma go nigdzie.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
choć było tak kochane i rozpieszczone.
Gdy z domu powoli znikało, obyło się jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
a jednak dzisiaj, gdy je wspomina - nie płacze.
Nazywało się tak jak ja, więc wszyscy myślą, że ja to ono,
i nie usypali mu gróbka, choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
że miejsce jego zajęła jakaś niedobra kobieta...
| Julio Cortazar
Gra w klasy
" Patrzysz na mnie, patrzysz na mnie z bliska, jeszcze bardziej z bliska, oczy powiększają się, zbliżają do siebie, nakładają jedno na drugie, cyklopi patrzą sobie w oczy łącząc oddechy, usta odnajdują się i łagodnie walczą gryząc się w wargi, leciutko opierając języki o zęby, igrając wśród tego terenu, gdzie przelewa się tam i z powrotem powietrze, pachnące starymi perfumami i ciszą. Wtedy moje ręce zanurzają się w twoich włosach, pieszczą powoli głąb twoich włosów, podczas gdy całujemy się, jakbyśmy mieli usta pełne kwiatów czy też ryb o szybkich ruchach, o świeżym zapachu.
I jeżeli całujemy się aż do bólu - jest to słodycz, a jeżeli dusimy się w krótkim, wspólnie schwyconym oddechu - ta sekundowa śmierć jest piękna.
Jedna jest tylko ślina, jeden zapach dojrzałego owocu, kiedy czuję, jak drżysz koło mnie niby księżyc odbijający się w wodzie"
|
 Natalia - "nigdy nie złamałam ci serca" w tle Wojtek akompaniuje na gitarze
Czy pamiętasz serca wymalowane kredą na murze przy placu zabaw
Czy pamiętasz ucieczki z zatopionych w świetle księżyca szkolnych korytarzy
Czy pamiętasz kwiaty wiśni na placu rynkowym
Pamiętasz - myślałem, że to konfetti w naszych włosach
Ach właśnie - czy nie złamałem ci serca
Proszę, wybacz mi - nigdy nie chciałem złamać ci serca
Tak mi przykro, bo nigdy nie chciałem złamać ci serca
Lecz ty złamałaś moje
Kayleigh, czy za późno już, aby powiedzieć przepraszam
Kayleigh, czy nie moglibyśmy znowu się połączyć,
Po prostu nie mogę ciągle udawać, że to się skończyło tak naturalnie
Kayleigh, nigdy nie myślałem, że za tobą zatęsknię
Kayleigh, sądziłem, że nasza miłość będzie wieczna
Mówiliśmy, że nic nas nie rozdzieli
Jak więc doszło do tak gorzkiego końca
Czy pamiętasz - my boso na trawniku, a gwiazdy strzelają dokoła
Czy pamiętasz, jak kochaliśmy się w parku
Czy pamiętasz tańce wśród sztyletów padającego śniegu
Pamiętasz - nigdy nie zrozumiałaś, że musiałem odejść
Ach właśnie - czy nie złamałem ci serca
Proszę, wybacz mi - nigdy nie chciałem złamać ci serca
Tak mi przykro - nigdy nie chciałem złamać ci serca
Ale ty złamałaś moje
Kayleigh, po prostu chcę powiedzieć przepraszam
Ale boję się do ciebie zadzwonić, aby nie przekonać się,
że masz już kogoś innego
Kayleigh, ciągle próbuję napisać tą miłosną piosenkę,
Kayleigh, teraz, gdy odeszłaś, jest ona dla mnie szczególnie ważna
Może udowodni, że zrobiliśmy dobrze
Albo udowodni, że postąpiłem źle
jest to tekst piosenki szkockiego zespołu Marillion
|  Ania za pan-brat z mistrzem Konstantym Ildefonsem...
Konstatnty Ildefons Gałczyński
Rozmowa liryczna
- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu. |
Wisława Szymborska
Kot w pustym mieszkaniu
Umrzeć - tego się nie robi kotu
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany
Ocierać między meblami
Niby nic tu nie zmienione,
a jednak po zamieniane.
Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane.
I wieczorem lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło
Nawet złamało się zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże
już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego strone
jakby się wcale nie chciało
pomalutku
na bardzo obrażonych łapkach
i żadnych skoków, pisków na początek
|  Gosia w wierszu o kocie Noblistki |  "matka bierze do ręki pasek..." Ten tekst, w wykonaniu Justyny,
powinni do serca wiziąć sobie
rodzice, nauczyciele, wychowacy...
oto i on - pochodzi z prozy Marty FOX
" Mam 7 lat i dwa długie dyndające warkoczyki. Tornister granatowy fartuszek z białym, przypinanym kołnierzykiem. Wracam ze szkoły do domu razem z koleżankami. Przechodzimy obok przedszkola, w którym kiedyś było nam dobrze. Jest ciepło. Dzieci bawią się w ogródku. Mówimy naszej pani "dzień dobry" i przychodzi nam ochota, by pobawić się na dobrze znanych huśtawkach poopowiadać naszej pani z przedszkola, jak teraz jest inaczej szkole. Nie wiem, jak długo zatrzymujemy się w ogródku.
Wracam jednak do domu później, niż powinnam. Czas przejścia ze szkoły do domu moja matka wymierzyła na zegarku.
Wchodzę do domu wesoła i chcę opowiedzieć, jak fajnie było w przedszkolu.
- Spóźniłaś się - słyszę. - Przyszłaś o całe pół godziny później. Gdzie byłaś?
Zaczynam się tłumaczyć i drżeć jednocześnie, bo widzę, że matka bierze do ręki pasek (pamiętam go bardzo dobrze, to był warkocz pleciony ze skórzanych rzemieni). Każe mi zdjąć tornister i buty. Ciągnie mnie do kuchni, na sam jej środek. Chyba gotował się wtedy kalafior, bo gdy teraz odnawiam w pamięci tamten obraz czuję ten wstrętny zapach
do dzisiaj nienawidzę zapachu gotującego się kalafiora i jeżeli nawet lubię go jeść, to wymyślam różne sposoby, by jego zapach nie rozszedł się po mieszkaniu i nie wniknął w kąty.
Matka zaczyna mnie bić. Tym rzemieniem. I pyta, skandując dobitnie:
- Gdzie - by - łaś - i - le - ra - zy - mó - wi - łam - że - ze - szko - ły - wra - ca - się - pro - sto - do - do - mu...
Nie krzyczę, nie wrzeszczę, nie proszę- nie bij mnie mamo
Zaciskam zęby. Po chwili zaczynam wymiotować. Matka przestaje mnie bić i zaczyna płakać. Biegnie do łazienki i przynosi wiadro z wodą i szmatą. Każe mi sprzątać. Sprzątam, choć nie mogę sobie poradzić z wyciśnięciem dużej szmaty. Matka odtrąca mnie i sama wyciera podłogę. Ciągle płacze. Kalafior śmierdzi. Stoję na środku kuchni. Znowu robi mi się niedobrze i ciemno przed oczami.
Matka siada przy stole, zapala papierosa i mówi:
- Podejdź i przeproś mnie.
Nie ruszam się.
- Podejdź - mówi głośniej i podaje rękę do pocałowania - Powiedz swojej mamie, że ją kochasz i że już będziesz grzeczną dziewczynka, która ze szkoły wraca prosto do domu.
Podchodzę. Całuję ją w rękę.
- Kocham ciebie, mamo - mówię.
I wtedy chyba po raz pierwszy myślę, że kiedyś ją zabiję. Jak będę duża."
|  Natalia po raz 2.
"Śmierć"
Jest gdzieś w pobliżu
gdzieś tu chodzi
stale krąży
zawsze w ruchu
z własną listą adresów
ma mocne serce
nie skarży się na zmęczenie
nie wpada w depresję
nie ma czasu na hipochondrię
okaz zdrowia
ma dobry wzrok
nie można liczyć że nie zauważy
ma świetną pamięć
nie należy się łudzi, że a nuż zapomni
jest pilna
skupiona
bardzo precyzyjna
doskonałość pod każdym względem
Przy pożegnaniu podała mi rękę
palce były wiotkie jak zwiędłe liście -
w upalny dzień gorącego lata
przeniknął mnie chłód jesieni
|  Magda o "Smierci dziecka" mrowie na plecach... |  Gosia raz jeszcze |  Nam strzelać nie kazano! Wstąpiłem na działo! Jurand o Ordonie |  "Nie lgnie on do fali" Łukasz w najsławniejszej Odzie (do młodości zresztą:) |  Justyna w lzejszym "pogodowym" repertuarze | 
|
sł. Jacek Cygan, muz Krzesimir Dębski
Czas nas uczy pogody
Widziałam wiatr o siwych włosach,
roznosił spokój wśród pól,
w ciepłe babie lato kości grzał,
a innym razem lasy kosił,
spadał ostrzem z gór,
młody był, Bogiem był i grał wolny tak.
Wiele dni, wiele lat, czas nas uczy pogody,
zaplącze ścieżki, pomyli prawdy,
nim zborze oddzieli od trawy.
Bronisz się, siejesz wiatr, myślisz jestem tak młody,
czas nas uczy pogody,
tak od lat, tak od lat.
Ilu ludzi czas wyleczył z ran,
zamienił w spokój duże krwi,
pewnie kiedyś tam, pod jesień tak,
też czoło wypogodzi i wygładzi brwi.
Widziałem dni w muzeach sennych,
o wnętrzach zimnych jak mrok,
starsi ludzie w rogach wielkich sal,
księgi pięknych myśli pełne,
pokrył gruby kurz,
herbaty łyk, kapci miękkich szum, spokój serc.
| a w wykonaniu Gabrysi uslyszeliśmy wiersz rosyjskiego Noblisty...
(zdjęcia nie zamieszczam, bo czy jest ktoś kto nie zna Gabi??? )
Brodski Josif
Piosenka
Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Siedziałabyś na sofie,
ja - na dywanie.
Chustka byłaby twoja,
moja - kapiąca łza.
Albo może na odwrót:
płacz ty - pociecha - ja.
Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Prowadząc wóz, dłoń kładłbym
na twym kolanie,
udając, że je mylę
z dźwignią, gdy zmieniam bieg.
Wabiłby nas nieznany
lub właśnie znany brzeg.
Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Srebrny księżyc na czarnym
nieba ekranie
na przekór astronomom
oddawałbym co noc
na żeton na automat,
by usłyszeć twój głos.
Szkoda, że cię tu nie ma,
na tej półkuli -
myślę, siedząc na ganku w letniej koszuli
i z puszką "Heinekena".
Zmierzch. Krzyk mew. Liści szmer.
Co za zysk z zapomnienia,
jeśli tuż po nim - śmierć?
|

| 
|  Guru szkolnych miłośników poezji Kasiu, dziękujemy! |  zebrałaś zasłużone oklaski | 
|  ilustracje wierszy = elemnety scenografii - Rreduta |  Smak serca |  samotnośc | 
|  Matka bierze do ręki pasek |  Kot Noblistki |  co tu komentować ;) |  Wesołe kumoszki z... Katolika |  Ich Troje??? |  rdeukcja |  "Dziewczyna z różą"" |  Dumny dziadek (i ma z kogo!) |
|